Czy „nie” w seksie jest pełnym zdaniem?

Grafika znaleziona na Pintereście głosi: „Nie” jest pełnym zdaniem. Nie wymaga uzasadnienia lub wyjaśnienia.

I mam z nią problem.

Nie ma lepszych i gorszych „nie” i każde powinno być uszanowane, ale partner_ka wciąż zasługuje na rozwiniętą wersję.

20 000 znaczeń

Osoby, z którymi jesteśmy blisko, są szczególnie wrażliwe na nasze „nie”. Partner_ka, inicjując kontakt seksualny, może myśleć tak: chcę ci okazać, jak bardzo jesteś super, jak bardzo cię kocham i pragnę. Mówisz „nie” czyli odtrącasz moją miłość. Dlaczegooo?

„Nie” pozbawione rozwinięcia może być zinterpretowane na 20 000 różnych sposobów, w zależności od takich zmiennych jak chociażby to, kim my jesteśmy, co wie o nas druga osoba, jakiej intonacji użyjemy, w jakim kontekście jesteśmy, kim jest partner_ka i jakie ma za sobą doświadczenia oraz co wie, że my o nich wiemy.

Bardzo często interpretacja drugiej osoby odbiega od tego, co było w naszej głowie, kiedy mówiliśmy „nie”. Bywa, że druga osoba nie domyśla się, że mamy do niej urazę i jej kolejne działania coraz bardziej i bardziej nie trafiają w nasze potrzeby, doprowadzając nas do szału. Albo myśli, że mamy do niej urazę i przeprasza, kiedy nas po prostu zmęczył długi dzień w pracy.

Jest różnica pomiędzy:

  • „nie, nie mam na to dzisiaj ochoty, zróbmy coś innego”,
  • „nie, bo się na ciebie gniewam i nie chce mi się z tobą nawet gadać”,
  • „nie, nie lubię tego”,
  • „nie, do tego potrzebuję innych warunków”,
  • „nie, bo w taki sposób zrobiono mi krzywdę i teraz mam blokadę”,
  • „nie, bo mam dużo pracy na jutro”,
  • „nie, bo padam ze zmęczenia”
  • itd.

Każde z nich implikuje zupełnie inny ciąg dalszy.

Szczerość popłaca!

„Nie” uzupełnione o szczere (!) wyjaśnienie daje drugiej osobie szansę zareagowania stosownie do tego, czego w tym momencie potrzebujemy. Zmęczenie? Czyli mogę okazać Ci moje uczucia przynosząc ci dobrą herbatę i przytulając? Praca? To może dzisiaj ja zrobię kolację? Gniewasz się? O co? Masz ochotę na coś innego? Super, zróbmy to!

Niektóre rozbudowane „nie” są cennymi informacjami o naszej seksualności. Powiedzmy, że partner_ka proponuje Ci seks analny, a Ty odmawiasz. Czy odmawiasz dlatego, że w tym momencie nie byłoby to dla Ciebie komfortowe? A może dlatego, że znasz drugą osobę zbyt krótko? A może w ogóle nie lubisz, nie chcesz i przekracza to Twoje granice? A może nie masz żadnych doświadczeń i w zasadzie to chcesz spróbować, ale za bardzo boisz się, że będzie bolało? A może masz jakieś, ale złe, więc właśnie wzdrygasz się w sobie i masz nadzieję, że zapomnisz, że to pytanie padło?

Ponownie, podanie prawdziwego wyjaśnienia może być zadbaniem o siebie, o swoje potrzeby i o wartościową relację z drugą osobą. Nieprawdziwe – i częściowo prawdziwe – wyjaśnienia przeważnie tylko opóźniają rozwiązanie problemu. Okazując w ważnej dla nas relacji (a seksualne relacje  ważne) brak szczerości i zaufania ułatwiamy problemom rozwój i wywieranie coraz gorszego wpływu na nasze życie.

Jak ostatnio pisałem – konflikty najlepiej rozwiązywać na bieżąco. Zanim zauważymy, że to konflikt.

Kultura przemocy i gwałtu…

Zacytowaną grafikę znalazłem na profilu feministycznym. Jest związana z kulturą gwałtu, przemocą seksualną itp. Ogólnie raczej założyłbym, że jest fajna i stosuje się do obcych, którzy naprawdę nie potrzebują wiedzieć więcej niż to, że mówimy im „nie” (chyba że jest coś innego, na co powiemy im „tak”).

Tylko że cały czas chodzi za mną tekst „Na pewno nie uważasz się za gwałciciela”. Który dosłownie jest o tym, że mężczyzna – obowiązkowo mężczyzna* – nie szanuje „nie”. I to nie byle jaki mężczyzna, tylko czyjś partner:

Na pewno nie uważasz się za gwałciciela. Ale jest taka jedna rzecz, którą uwielbiasz robić. Co prawda twoja dziewczyna kiedyś odpychała twoją rękę albo mówiła „nie”, ale w końcu twoja determinacja opłaciła się i teraz już nie protestuje.

…ale równocześnie jest też o kobiecie jako ofierze, która z definicji nie potrafi zadbać ani o siebie, ani o swój związek.

To, iż nie trzyma się swojego „nie” lecz ulega, wchodząc w związek przemocowy – a potem nie zrywa z facetem, który ją wykorzystuje seksualnie, ignorując jej sprzeciwy – to jedno.

Żyjemy w kulturze, która sprzyja przemocy i zachęca ludzi do pozostawania w niezdrowych dla nich relacjach, więc wielu ludziom często jest trudno zauważyć, że coś jest nie tak i w porę zareagować.

Ten tekst powiela szkodliwy przekaz, pokazując uleganie mężczyźnie jako jedyną możliwą opcję, co jest złe. Sugeruje, że wszystkie heteroseksualne kobiety są pozbawione mocy i wpływu na swoje związki, w pełni zależne od stopnia wyedukowania ich partnerów życiowych, niezdolne do zadbania o własne bezpieczeństwo. Idealnie wpisuje się w formatowanie kobiet do roli uległych dziewczynek, spełniających zachcianki mężczyzn.

Nie podoba mi się obecność takiego stereotypu w tekście ponoć feministycznym.

…czy problemy z komunikacją?

Bardziej niepokoi mnie, że w tym tekście partnerki mężczyzn-adresatów po prostu nie umieją komunikować własnych granic – oraz potrzeb – związanych z seksem.

Odpychanie ręki, poważnie…? „Nie” pozbawione rozwinięcia? To naprawdę nie jest fajne w związku. Nie prowadzi do niczego dobrego, bo buduje mury między dwiema podobno bardzo bliskimi sobie osobami. Jest okazaniem odrzucenia i dezaprobaty wobec potrzeb seksualnych kogoś, z kim się związało, a jedyną alternatywą jest uległa zgoda. Rozwiązanie typu wygrana-przegrana. W związku powinnywygrywać wszystkie strony!

W oryginale dziewczyna przynajmniej mówiła mu „nie, nie lubię tego” (used to slap your hand away, or tell you no, I don’t like it). Ale w przekładzie nie powiedziała nic ponad „nie”. Podobnie jak w innym fragmencie partner nalegał i krzyczał, a po polsku tylko nalegał i nalegał. Wierzę, że polski mężczyzna-nie-gwałciciel mógł być mocno zagubiony.

Te drobne zmiany bardzo zmieniają wymowę tekstu, pokazując nieco inne sytuacje. Takie, w których problemem numer jeden nie jest przemoc tylko brak asertywnej komunikacji między nimi (przeczytaj), opartej na szacunku do siebie i drugiej osoby.

Zastanawia mnie, jak zareagowałby mężczyzna z polskiego tekstu, gdyby dostał rozwinięte wyjaśnienia. Czy dalej byłby natarczywy, czy może odniósłby się do komunikatów? A czy gdyby kobieta umiała mu dostarczyć szczerych wyjaśnień, czy w pewnym momencie nie wkurzyłaby się, że on tego nie rozumie i wciąż nalega, po czym po prostu odeszła?

„Nie” bywa pełnym zdaniem

Na pewno zawsze powinno móc wystarczyć, by zatrzymać daną czynność (chyba że ludzie ustalą między sobą inaczej). Równocześnie jednak często jest tylko wstępem do rozmowy. A przynajmniej powinno być.

Trochę się boję, że jest sporo osób, które wierzą, że samo „nie” wystarcza zawsze. Ostatecznie dużo ludzi polubiło polską wersję tego nieszczęsnego tekstu.

***

PS. Była sobie kiedyś pewna młoda, niedoświadczona dziewczyna, która niechcący, z niewiedzy, ustawiała faceta w roli „robię ci coś, na co nie masz ochoty”.

– O czym musisz pomyśleć w Georgii?

– O nas – szepczę. (…)

– Ogarnęły cię wątpliwości? (…) Dlaczego?

(…) Co mam powiedzieć? Bo chyba cię kocham, a ty widzisz we mnie jedynie zabawkę. Bo nie mogę cię dotykać, bo za bardzo się boję okazać ci uczucie, bo wtedy ty się wzdrygniesz, odprawisz mnie albo co gorsza zbijesz? Cóż mogę rzec? (…)

Ściska moją dłoń.

– Rozmawiaj ze mną, Anastasio. Nie chcę cię stracić. Ten ostatni tydzień… (…) – Zostań dziś ze mną – wyrzuca z siebie. – Jeśli pojedziesz, nie będziemy się widzieć cały tydzień. Proszę.

– Dobrze – zgadzam się. – I ja też spróbuję. Podpiszę twoją umowę. – Decyzja podjęta pod wpływem chwili.

Patrzy na mnie.

– Podpisz po Georgii. Przemyśl wszystko. Dobrze przemyśl, maleńka.

50 twarzy Greya to książka idealna do analiz, jak wiele ktoś traci, nie komunikując się szczerze. Christian jest otwarty na rozmowy, Christian rozumie ideę przekraczania granic, Christian po prostu chce je znać – podobnie jak lęki i obawy Anastasii. A Anastasia najważniejsze rzeczy do niego myśli. Bo boi się, że jeśli będzie otwarta, to go straci.

Cóż, ma rację, ustaliliby, że do siebie pasują jak pięść do nosa i tyle byłoby z ich relacji. Tylko czy przemocowy związek z Ciemniejszej twarzy Greya – efekt ich miotania się w pierwszym tomie – jest naprawdę lepszy…? Gdyby porozmawiali i doszli do jedynego słusznego wniosku, że nie pasują do siebie, uniknęliby dalszego cierpienia. (Nie wierzę w cukierkowe zakończenie tej trylogii. To po prostu nie ma racji bytu).

Nie bądź Anastasią Steele. Rozmawiaj z osobą, z którą jesteś. Szczerze.

—–

* O cis- i heteronormatywnym przekładzie pisałem w tekście Jak nie tłumaczyć tekstów feministycznych na polski?

Post By Marcin Rzeczkowski (28 Posts)

Absolwent psychologii w trakcie pisania bloga pracy magisterskiej. Wyoutowany transmężczyzna bez dysforii płciowej. Zwolennik rozwoju osobistego i znajdowania sposobów przezwyciężania swoich ograniczeń. Urodziny obchodzi w Dniu Pamięci Osób Transpłciowych (czytaj: Skorpion), więc tym bardziej aktywnie sprzeciwia się transseksualnej martyrologii, która zamienia osoby trans w łatwe ofiary. Wierzący niechrześcijanin z rodziny zasłużonej w walkach o niepodległość. Nonkonformista. Lubi koty.

Website: → Trans-Optymista

Connect

7 komentarzy do “Czy „nie” w seksie jest pełnym zdaniem?

  1. Myślę, że w tym obrazku chodziło bardziej o skoncentrowanie się na osobie odmawiającej, niż na komunikacji – o to, że każdy ma prawo nie lubić czegoś, bez względu na to, czy to jest uzasadnione logicznie, racjonalnie itd. czy nie – czyli że nie trzeba się wstydzić, że się czegoś nie lubi. Bardzo często różne osoby wstydzą się mówić o swoich blokadach, gdyż są przekonane, że przecież trzeba eksperymentować, otwierać się an nowe rzeczy i tak dalej, a więc zmuszają się do rzeczy które w najlepszym razem są niezbyt przyjemne i psują nastrój, w najgorszym są nieprzyjemne albo bolą. Nie trzeba mieć uzasadnienia do tego, że czegoś się nie lubi.

    • Zgadzam się z Tobą w pełni, że każdy ma prawo mówić, że się czegoś nie lubi. I że to jest zupełnie ok. (Prawie?) Wszyscy czegoś w seksie NIE lubimy, a seksualność nie jest logiczna, tu nie ma 0-1 i A-Z.

      IMO bardzo fajnie jest o tym porozmawiać z drugą osobą, szczególnie jeśli jest się z kimś, kto zareaguje „Aha, nie lubisz tego? OK, nie ma presji!” – lub powie otwarcie, że nie wyobraża sobie seksu bez tego czegoś i co z tym robimy. Bo zmuszanie się do czegoś (lub do rezygnacji z czegoś Bardzo Ważnego) to zawsze jest jakaś forma przemocy wobec siebie – godzimy się na coś, co sprawia, że seks kojarzy się z poświęceniem. Not the point.

      Ale… w tekście z obrazka nie ma „nie lubię tego”. Jest tylko „nie”. I chociaż jestem przekonany, że masz rację, iż chodziło o skoncentrowanie się na osobie mówiącej, a nie na komunikacji… to właśnie sobie dopowiadamy jakieś znaczenie :)

  2. Akurat w tym przypadku grafika poświęcona jest „nie” padającemu podczas przypadkowej komunikacji np. w barze, podczas której osoba jasno daje do zrozumienia, że nie jest zainteresowana, a druga strona nadal nagabuje. Wspominasz o tym, ale zastanawiam się, czy to jest dobrą inspiracją do tekstu o komunikacji w związku.

    A co do wpisu jako takiego zastanawiam się nad kwestią „prawdziwej przyczyny”, na którą się powołujesz, tak jakby była bardzo łatwa do zdefiniowania i do szczerej komunikacji potrzebny jest tylko niewielki krok. Może warto by wspomnieć również o potrzebie otwierania w sobie warunków do szczerej komunikacji?

    Mimo że od dzieciństwa próbuje się nas uczyć, że kłamstwo jest złe, nasza kultura nie uczy nas tak naprawdę szczerości, uczy nas (zwłaszcza tych, których i które próbowano wychować na dziewczynki), że często musimy godzić się na kompromisy w komunikacji międzyludzkiej. Do tego zalicza się również komunikacja partnerska. I wcale nie jest tak, że nie potrafimy mówić „nie”, ale odmawia się go nam tak często, że nie potrafimy go nawet wysłowić.

    Problem z nierozwiniętym „nie” jest taki, że każda osoba ma do niego prawo, a rozwinięcie powinno nastąpić w momencie, gdy czuje się z daną osobą komfortowo, nie zaś wtedy, gdy trzeba myśl rozwinąć na potrzeby związku.

    W komunikacji związkowej bardzo często musimy żonglować pomiędzy niezależnością, potrzebą otwarcia się, własnym filtrowaniem treści oraz tworzeniem wspólnego obrazu „my”.

    Innymi słowy mam wrażenie, że trochę to jednak bardziej skomplikowane niż po prostu „komunikuj szczerze”.

    Dla mnie tak czy inaczej „nie” zawsze znaczy „nie” i mam obowiązek dać bliskiej osobie prawo do nietłumaczenia się ze wszystkiego.

    • Wow, dzięki za tak rozbudowany komentarz!

      Po przeczytaniu go dwa razy, porównaniu z moim tekstem i przeczytaniu jeszcze raz wydaje mi się, że napisaliśmy w sumie bardzo podobne rzeczy tylko z innych punktów widzenia. Zahaczyliśmy o stereotypowe wychowanie do roli grzecznej dziewczynki, o problemy z wyrażaniem siebie. Ty pisałeś o kompromisie, ja o rozwiązaniu typu wygrana-przegrana. Zaznaczamy, że każde „nie” jest ok. Nie mogę się zgodzić z sugestią, że napisałem, że trzeba rozwinąć myśl na potrzeby związku, bo podałem x innych powodów, z własnym komfortem na czele, ale cieszę się, że podkreśliłeś, iż poczucie tego komfortu jest potrzebne, by się otworzyć, bo tego rzeczywiście u mnie zabrakło. Budowanie dobrej komunikacji to proces.

      Mój punkt widzenia bierze się stąd, że ten tekst ma podwójną inspirację. Drugą przywołuję zaraz po wspomnieniu o tym, co miał oznaczać ten obrazek – czyli ten stereotypowy tekst o nie-gwałcicielach oraz jego koszmarny przekład, który bardzo przesuwa akcenty, m.in. poprzez zamienienie rozwiniętego „nie, nie lubię tego” w samo „nie”. Bardzo możliwe, że to za słabo wybrzmiało, skoro tego nie poruszyłeś, ale gdyby nie ów tekst wraz z przekładem, po prostu bym obrazek zignorował. Nie jest tu dla mnie ważniejszy niż domykający cytat z Aną – oba uzupełniają przywołany fragment artykułu.

      I oczywiście zgadzam się z Tobą, że to dużo bardziej skomplikowane. Po prostu starałem się nie napisać wpisu dłuższego niż 1000 słów (PRAWIE mi się udało! XD)… dzięki czemu mam fajne uzupełniająco-polemiczne komentarze :)
      Marcin Rzeczkowski ostatnio opublikował…Czy mogę być trans, skoro podobają mi się osoby płci, z którą się identyfikuję?My Profile

  3. Przyczepię się kwestii pobocznej, ale muszę, bo nie zdzierżę. „50 twarzy Greya” to NIE jest książka o biewłaściwej komunikacji. Anastasia jest idiotką, o tak, ale przede wszystkim jest ofiarą. Grey włamuje się do jej domu (po mailu, że ona go rzuca) i ją GWAŁCI. Nie sądzę, aby jakiekolwiek rozmowy mogły uzdrowić ich relację. On jej nie traktuje jak człowieka.

    Teraz do meritum. „Nie” jest wystarczającym zdaniem. Jeśli brak komunikacji prowadzi do rozpadu związku, to trudno, tak bywa. To jest jedna z możliwych konsekwencji, jakie musi rozważyć osoba mówiąca po prostu „nie”. A może chce się owszem skomunikować, ale dopiero jutro, na razie niech wystarczy „nie”? Tak czy owak, robienie jakichkolwiek uwag, że jest coś w jakikolwiek sposób niewłaściwego w zdaniu „Nie.” w jakiejkolwiek sytuacji seksualnej jest propagowaniem kultury gwałtu. Przede wszystkim potrzebna jest akceptacja dla „nie”. Sposób budowania relacji jest zupełnie prywatną sprawą każdego człowieka, nie ma tu miejsca na ocenianie, zwłaszcza takie, które kwestionuje „nie”.

    A poza tym, czy zauważyłeś, że obciążyłeś odpowiedzialnością za komunikację stronę odmawiającą? To też sprzyja gwałtom. Oboje partnerzy mogą starać się o dobrą komunikację. Czemu to nie to, które spotkało się z odmową, ma próbować pogłębić zrozumienie?

    • ” Grey włamuje się do jej domu (po mailu, że ona go rzuca) i ją GWAŁCI.”

      Nie pamiętam takiej sceny. Jedyna, która przychodzi mi do głowy, to ta, w której Anastasia wpada na pomysł, żeby wysłać „niewinny żarcik” – maila o treści „OK, dość już widziałam, miło było cię poznać”, a potem zastanawia się, czy on ten żarcik zrozumie, czy też może przesadziła. W sytuacji, w której on czeka jak na szpilkach, czy ona go akceptuje razem z jego preferencjami seksualnymi czy też nie.
      Wtedy faktycznie Christian pojawia się w drzwiach jej sypialni, co również nazwałbym włamaniem (tyle że jej się to wydaje nie przeszkadzać), rozmawiają chwilę, a potem mają seks z wiązaniem i klapsami, który jest dla mnie raczej „i chcę, i boję się”.
      Ogólna kolejność zdarzeń jest podobna, więc wydaje mi się, że możesz mieć na myśli tę, ale trochę się zniekształciła po drodze.

      „Nie sądzę, aby jakiekolwiek rozmowy mogły uzdrowić ich relację. On jej nie traktuje jak człowieka.”

      Och, to działa w obie strony. Christian był ofiarą przemocy jako małe dziecko, był torturowany, dotyk jest jego nieprzekraczalną granicą, co sygnalizuje coraz bardziej stanowczo – ale Anastasia tego nie respektuje i coraz bardziej naciska i naciska, posuwając się także do manipulacyjnych gierek, bo ona chce go dotykać, więc Christian ma dać się dotykać.
      Co za każdym razem wzbudza mój wkurw, bo też kiedyś miałem takie „nie” i wiem, jak bardzo paskudne jest, gdy ludzie to lekceważą i lekceważą, aż w końcu czujesz się jak zaszczute i przerażone zwierzę.
      Nie rozumiem, czemu ten wątek Ci umknął, przewija się przez pół książki.

      „czy zauważyłeś, że obciążyłeś odpowiedzialnością za komunikację stronę odmawiającą? To też sprzyja gwałtom. Oboje partnerzy mogą starać się o dobrą komunikację. Czemu to nie to, które spotkało się z odmową, ma próbować pogłębić zrozumienie?”

      Wymiękłem na tym. Chociaż nie, szczerze mówiąc, wymiękłem na całym komentarzu. Po pierwsze, jest agresywny w wymowie, a ja czerpię między innymi z doświadczeń przezwyciężania skutków doznawania przemocy seksualnej w związkach i poza nimi (będąc dla odmiany w zdrowym związku), więc Twoje oskarżenia mnie blokują. Bardzo. Oraz wkurwiają. Jeszcze bardziej.

      Po drugie, nie zgadzam się z Twoim podejściem. Moje przejęcie odpowiedzialności za komunikację – wyczerpującą, otwartą komunikację – sprzyja BRAKOWI przemocy w związku. Bo mój partner może nieświadomie mnie czymś triggerować – co się czasem dzieje – i to do mnie należy powiedzenie mu, że jestem striggerowany i czuję się inaczej niż minutę temu, dzięki czemu daję sobie możliwość uzyskania od niego wsparcia. Zdarzało mi się to robić inaczej i takie działania nie były dla mnie pomocne, bo robiłem to tak, że to mój partner czuł się atakowany za niewinność i odrzucony – więc obydwaj lizaliśmy rany, osobno. Zdarzało mi się też komunikować „nie” niewyraźnie i mój partner tego zwyczajnie nie rejestrował.

      To, co Ty postulujesz, to dla pozostawanie w roli ofiary – biernej, zależnej, wymagającej i pozbawionej odpowiedzialności.
      Poza tym Twoje pytanie można odwrócić: dlaczego osoba, której się odmawia, ma być zainteresowana pogłębianiem zrozumienia? Jeśli nie wie, co się dzieje i może na przykład tamta odmawiająca osoba chce, żeby ta druga sobie poszła?
      Odpowiedzialność jest wspólna, i tu się zgadzamy, ale skoro jest wspólna, to znaczy, że obie strony powinny o nią dbać.
      Chyba że zwisa im, że jeśli nie będą się komunikować, to ich związek się rozpadnie – ale ta grupa nie jest adresatami mojego wpisu.
      Marcin Rzeczkowski ostatnio opublikował…Będę Żywą KsiążkąMy Profile

      • Dopisałeś do mojego komentarza wiele treści, których w nim nie było. Wycofuję się z dalszego flejmu – nie obrażam się, tylko nie umiem jaśniej się wyrazić (ku własnej irytacji).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge