„Wszyscy jesteście zboczeńcami”, czyli jak NIE pisać o seksualności

parafilie

Znalazłem ostatnio przedziwny darmowy e-book seksuologiczny napisany przez Angelikę Kubik, zatytułowany Specyficzne zaburzenia życia sekualnego. O… transwestytyzmie. W teorii.

E-book jest „prawdziwą książką elektroniczną”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa First Book. Ma ISBN, ma podane nazwisko redaktora. Angelika Kubik jest magistrem pedagogiki i wychowawcą w Domu Dziecka (za psychologia.net.pl). Zdawałoby się, że wykształcenie zobowiązuje. 

W rzeczywistości książka wygląda jak napisana na kolanie pierwsza wersja magisterki kogoś, kto o seksuologii słyszał piąte przez dziesiąte i nie uporządkował sobie wiedzy. Uwypukla, jak może myśleć osoba, która przeczytała na szybko ileś publikacji znanych seksuologów – gdzie można znaleźć różne dziwne kwiatki. Czyli co może myśleć przeciętny mgr psychologii lub pedagogiki rozpoczynający pracę z osobą trans (lub w inny sposób nienormatywną).

Ponieważ opis nie oddaje w pełni moich odczuć, poniżej znajdziecie wybrane fragmenty tej fascynującej lektury wraz z wybranymi komentarzami. Koledze, który czytał tę samą publikację, w oczy rzucił się zupełnie inny zestaw kwiatków.

Śródtytuły pierwszego rzędu są tytułami poszczególnych rozdziałów, śródtytuły drugiego rzędu pochodzą ode mnie i służą wygodnemu skanowaniu tekstu. Tekst jest dłuuuuugi, nie ma obowiązku czytania całości ;)

Wstęp

W związku z różnymi, nie zawsze sprawdzonymi, źródłami informacji na temat powyższych pojęć [homoseksualizm, geje, transwestyci, transseksualizm, przyp. mój], definiowanych za ich pomocą, narosło wiele nieprawdziwych mitów. Mity te stały się, w pewnym sensie, przyczyną lęku i niechęci społecznej do osób o odmiennej orientacji seksualnej i cierpiących na zaburzenia życia seksualnego.

Jednym z tych zaburzeń jest główny przedmiot niniejszej książki – TRANZWESTYTYZM. Praca ma jednak na celu ukazanie mnogości rodzajów zaburzeń życia seksualnego, ich wpływu na codzienne życie osób nimi dotkniętych.

W niniejszym opracowaniu transwestytyzm charakteryzuje się jako jeden z rodzajów zaburzeń popędu płciowego.

Powyższy akapit ocieka patologizacją: nie dość, że zaburzenia, to jeszcze ludzie na nie cierpią. Co ciekawe, autorka powołuje się powyżej tylko na pojęcia dotyczące osób LGBT, natomiast publikacja omawia głównie parafilie.

(Zdecydowałem się na to słowo, ponieważ po polsku mam do wyboru również: zboczenia popędu płciowego, dewiacje, zaburzenia preferencji seksualnych, perwersjeparafilie z tego wszystkiego brzmią najmniej nieprzyjemnie, przynajmniej dopóki nie pozna się etymologii. Osobiście wolałbym coś mniej stygmatyzującego, ale polska seksuologia jeszcze nie odkryła, że nienormatywny seks może być w porządku).

Literówka we wstępie, w słowie napisanym wersalikami, będącym głównym tematem książki, boli potrójnie.

Transwestytyzm, jak widać, jest traktowany tylko jako forma fetyszyzmu. Potem będzie zabawniej.

Zaburzenia życia seksualnego – podstawy teoretyczne

W tym rozdziale autorka omawia podział zaburzeń życia seksualnego na nerwice i zboczenia płciowe (język sprzed pokolenia), ich klasyfikację ze względu na pięcioelementowy podział życia erotycznego, przybliża pojęcie parafilii i omawia dysfunkcje seksualne jako element zaburzeń popędu płciowego. W kolejnym podrozdziale przybliża pojęcie nerwic i nerwic seksualnych. Rozdział kończy omówienie poszczególnych zboczeń seksualnych.

Czym jest parafilia?

Termin parafilia został użyty po raz pierwszy w III wydaniu DSM z 1980 roku. Według wydania DSM z 2000 roku, parafilię definiujemy jako „trwające przez ponad 6 miesięcy, nawracające, silne, seksualnie podniecające fantazje, seksualne pobudki (urges) lub zachowania ogólnie obejmujące – obiekty nieosobowe, cierpienie lub upokorzenie własne lub partnera, dzieci lub inne nie wyrażające zgody osoby”.

Obecnie rozróżniamy parafilię opcjonalną, preferencyjną i wyłączną. Parafilia opcjonalna to alternatywna droga do uzyskania satysfakcji seksualnej, wykorzystywana od czasu do czasu. Parafilia preferencyjna zachodzi wtedy, gdy dana osoba przedkłada zachowania „normalne” w sferze seksu nad zachowania zaburzone, zaś w przypadku parafilii wyłącznej człowiek ten nie może osiągnąć rozkoszy bez zachowań dewiacyjnych.

Mój faworyt. Na początku żałowałem, że autorka nie podała źródła, ponieważ byłem ciekaw, kto wymyślił, że nawet okazjonalne ostrzejsze lub fetyszyzujące zabawy w łóżku ze stałym partnerem można zaklasyfikować jako parafilię. Potem wrzuciłem pytanie w Google, które uprzejmie wypluło mi fragment z Wikipedii:

Niektóre parafilie mogą występować łącznie z seksualnością normatywną.

Klinicznie rozróżnia się parafilię opcjonalną (optional), preferencyjną (preferred) i wyłączną (exclusive), chociaż terminologia ta nie jest ściśle zdefiniowana. Parafilia „opcjonalna” jest alternatywną drogą do seksualnej satysfakcji, stosowaną okazjonalnie. W parafilii „preferencyjnej”, osoba przedkłada zachowania parafilne nad normatywne, ale przejawia też te drugie. W parafilii „wyłącznej”, osoba nie może osiągnąć podniecenia seksualnego bez zachowania parafilnego.

Prawie to samo, tylko zamiast „normalnych” mamy normatywne, zamiast dewiacyjnych mamy parafilne, zamiast od czasu do czasu mamy okazjonalnie, a zamiast rozkoszy mamy podniecenie seksualne. No i zamiast obecnie mamy po prostu klinicznie: Wiki nie brzmi aż tak cudownie nowocześnie i uniwersalnie… Źródło autorki już znam – można podziwiać, jak dopatologizowała opis – a Wikipedia podaje, że powołuje się na DSM-IV. Aha.

Zaburzenia podniecenia seksualnego

Zaburzenia erekcji, zarówno u starszych, jaki młodszych mężczyzn traktowane są jako problem medyczny. Medycyna ciągle poszukuje skutecznych środków farmakologicznych mogących pomóc w walcez tym zaburzeniem lub usunąć, przynajmniej częściowo, jego skutki.

 dysfunkcje seksualne

Autorka nie doczytała zapewne, że zaburzenia erekcji u młodszych mężczyzn nie są najczęściej problemem natury medycznej lecz psychologicznej, zatem leczenie farmakologiczne może wręcz pogłębić zaburzenia. Czemu? Ponieważ mężczyzna dodatkowo koncentruje się na erekcji (Stoi? Nie stoi? Trochę stoi, aaa, nie stoi!), co jest najgorszą rzeczą, jaką mógłby zrobić. Terapia zaburzeń erekcji polega w znacznym stopniu na odwróceniu uwagi mężczyzny od problemu i przeniesieniu jej na drugą osobę.

U kobiet zaburzenie podniecenia seksualnego nazywane jest „oziębłością”. Polega ono na nieodczuwaniu przez kobiety podniecenia seksualnego oraz na niereagowaniu na różne formy stymulacji seksualnej.

Po pierwsze, oziębłość jest terminem przestarzałym i eliminowanym ze względu na stygmatyzację. Teraz nie ma oziębłych kobiet i mężczyzn-impotentów (ciekawe, że to słowo nie pojawiło się w publikacji), są osoby z zaburzeniami podniecenia seksualnego. Oczywiście wielu seksuologów-lekarzy-mężczyzn o tym nie słyszało albo uznali, że to nie jest istotne. W efekcie nowe pokolenia utrwalają sobie przestarzałą terminologię.

Po drugie, pomysł, że kobiety mogą być „oziębłe” (fuj!) wyszedł od mężczyzn. Długołęcka zauważa w Seksie na wysokich obcasach (polecam!), że seksuologia jest nauką stworzoną przez mężczyzn, a kobiece podniecenie przychodzi falami, w zależności od wielu różnych czynników. Pomysł na kobietę zawsze chętną i gotową jest więc kalką z męskiej seksualności.

Seksualność kobiet – nieznana kobiecie?

Wiele kobiet czerpiących radość ze swojego życia płciowego cierpi na zaburzenia orgazmu (anorgazmia),czyli uporczywe i powtarzające się opóźnienie orgazmu lub całkowity brak spełnienia. W nielicznych przypadkach kobiety potrzebują, w czasie stosunku, dodatkowej stymulacji (masturbacji, dodatkowych pieszczot i podniet) aby osiągnąć całkowite spełnienie seksualne.

łechtaczkaZastanawiam się, czy można jednocześnie czerpać radość z seksu i cierpieć na zaburzenia. Mieć zaburzenia i czerpać radość można. Ale zestawienie fraz cierpieć na zaburzenia i czerpać radośćbrzmi wykluczająco.

Drugie zdanie jest smutne, ponieważ pisała je kobieta, zapewne powołując się na literaturę stworzoną przez mężczyzn. Czy wszyscy tutaj wiedzą, że łechtaczka sięga w głąb ciała kobiety i okala pochwę, więc podczas stosunku polegającego na stymulacji pochwy dochodzi do pobudzania łechtaczki? I że często dużo bardziej owocne dla kobiety jest pobudzanie bezpośrednio żołędzi łechtaczki? I że całkiem sporo kobiet lubi masturbację i dodatkowe pieszczoty, zaś seks typu włóż-wyjmij to prędzej domena mężczyzn, a i to nie wszystkich?

Bo autorka chyba tego nie wiedziała.

Wstrzemięźliwość albo przestępstwo

Nerwice seksualne są przede wszystkim następstwem nadużyć w życiu płciowym. Wynikają często z niestosowania się do natury i jej procesów. Nie sama wstrzemięźliwość, lecz właśnie jej brak powoduje prawdziwe schorzenia. Popęd seksualny jest normalny dla człowieka jedynie jako źródło naturalnej energii. W przeciwnym razie może wywołać zaburzania psychiczne.

Ten fragment wyjątkowo pozostawię bez komentarza.

Samogwałt (onanismus czy masturbatio), czyli osiągnięcie satysfakcji seksualnej bez udziału drugiej osoby. U mężczyzn polega na mechanicznym drażnieniu członka, prowadzącym do orgazmu, a w konsekwencji do wytrysku nasienia. U kobiet wyróżniamy dwa rodzaje samogwałtu: łechtaczkowy i pochwowy. Samogwałt łechtaczkowy polega na pośrednim lub bezpośrednim drażnieniu łechtaczki, zaś pochwowyna drażnieniu pochwy poprzez wprowadzaniu do niej różnych przedmiotów. Istnieje, również, samogwałt psychiczny. W tym przypadkuszczytowanie wywołane jest jedynie dzięki sile wyobraźni. Tego rodzaju zboczenie bardzo często występuje u dzieci. U „maluchów” jest ono w pełni wyleczalne i z reguły nieszkodliwe. Masturbacja uważana jest za szkodliwą jedynie wtedy, gdy jest uprawiania zamiast tradycyjnego seksu. Czasami samogwałt przybiera różne formy, np. poprzez drażnienie łechtaczki ostrymi narzędziami (szpilkami do włosów, patykami itp.). Podczas masturbacji człowiek zaczyna fantazjować, a nierzadko w czasie normalnych stosunków seksualnych jego partner/ka nie są w stanie zaspokoić jego/jej oczekiwań.

Tak, to znalazło się w książce wydanej w 2011 roku. Nagroda Perełki Akapitu wędruje ex aequo do samogwałtu, w pełni wyleczalnego zboczenia występującego u „maluchów” i takiego sformułowania ostatniego zdania, że nawet niewinne fantazje seksualne wydają się zbrodnią przeciwko ludzkości.

Interesujący jest również podział na samogwałt łechtaczkowy i samogwałt pochwowy. Czemu w tradycyjnej seksuologii wszystko musi być poklasyfikowane, zawężone (a co z samogwałtem piersiowym?) i brzmieć jak nazwa choroby?

Wybrane rodzaje zaburzeń seksualnych

W tym fascynującym rozdziale autorka przybliża nam poszczególne parafilie.

Sadyści to potwory

Sadyzm jest jednym ze specyficznych zaburzeń parafilii. W tym przypadku osoba zaczyna odczuwać podniecenie seksualne jedynie poprzez zadawanie partnerowi bólu fizycznego lub psychicznego, czy też upokarzanie go.

Inaczej mówiąc sadyzm to „zboczenie seksualne polegające na doznawaniu przyjemności i rozkoszy podczas zadawania partnerowi bólu lub upokarzania go”.

Uwaga, którą mogę zastosować do większości opisów w tym rozdziale: jedynie? A myślałem, że obowiązuje nas podział na parafilie opcjonalne, preferencyjne i wyłączne – co jest trafnym opisem gradacji nasilenia danej preferencji, tylko czemu służy patologizacji…?

Nie jestem pewien, czym może być zaburzenie parafilii. Odchyleniem w kierunku normatywizmu? Oraz nie pojmuję, po co dwa razy powtarzać praktycznie to samo.

Często cechuje je [osoby z osobowością sadystyczną] okrucieństwo lub bestialstwo wobec innych ludzi czy zwierząt.

Bestialstwo w znaczeniu okrucieństwa czy bestialstwo w znaczeniu zoofilii? W tym zdaniu precyzyjny dobór słów ma znaczenie!

Pojęcie to pojawiło się po raz pierwszy na przełomie XVIII i XIX wieku, a wywodzi się od, żyjącego wówczas, nazwiska Markiza de Sade, powieściopisarza, który zasłynął barwnymi opisami na łamach swych utworów, praktyk sadomasochistycznych.

Redaktor spał. Za to nazwisko żyło na przełomie XVIII i XIX wieku.

Masochiści nie wiążą się z sadystami

Masochizm polega na doświadczaniu pobudzenia seksualnego i osiąganiu rozkoszy w wyniku doznawania bólu lub poniżenia zadawanego przez drugą osobę. W rytuale masochistycznym uczestniczą, co najmniej dwie osoby: dominujący „pan” i posłuszny „niewolnik”. Układy te spotykane są w związkach heteroseksualnych jak i homoseksualnych. Masochiści z reguły nie szukają partnerów wśród sadystów, ale wśród osób, które zadając im ból czy upokorzenie, nie przekroczą pewnych norm czy granic.

Pomijając ten detal, że podział na pana i niewolnika dotyczy jednak raczej aspektu D/s niż SM, rozbraja mnie ostatnie zdanie. Nieco wcześniej autorka przywoływała Iwana Groźnego jako znanego sadystę (to, co robił, da się opisać jako gore, więc ja tego przytaczał nie będę) i stwierdzała, że sadystyczne zachowania mogą być objawem psychopatii. Zaiste, psychopaci bywają sadystami, niemniej jednak z taką perspektywą rzeczywiście można dość do wniosku, że sadyści to potwory, więc masochiści nie wiążą się z sadystami… tylko z kim? Z wanilią?

Do takich właśnie kwiatków doprowadza nieznajomość pobieżnie omawianego tematu oraz powszechne w seksuologii zakładanie, że opisywane zachowania (tu: sadystyczne) są dużo bardziej niezdrowe niż w rzeczywistości.

Fetysze to domena mężczyzn

Cechą charakterystyczną fetyszyzmu jest ograniczenie zainteresowania seksualnego do danego przedmiotu, np. fragmentu ciała ludzkiego lub elementu garderoby. Podobnie, jak w przypadku większości zboczeń seksualnych, fetyszystą jest głównie mężczyzna. Kobiety bardzo rzadko cierpią na tego rodzaju parafilię.

fetyszyzm

Bo seksuologię piszą mężczyźni, a seksualność kobiet ukształtowana jest inaczej niż męska – od podniecenia często ważniejsze jest dla nich poczucie bliskości. Typowym kobiecym fetyszem jest noszenie koszuli lub kurtki zabranej ukochanej osobie (oczywiście nieupranej). Autorka pisze o tym, że mężczyźni zakładają bieliznę lub buty partnerki, ale kobiecych skłonności do robienia tego samego nie dostrzega. I po raz kolejny na tym blogu chciałbym podkreślić, że fetysze są stopniowane (opcjonalne, preferencyjne i wyłączne ;) ), więc „ja nie mam żadnych fetyszy!” jest bez sensu: chyba każdy ma coś, co go szczególnie podnieca.

Oczywiście autorka kolejny raz zakłada, że na parafilię się cierpi. (Kiedy mężczyzna domaga się zwrotu koszuli, być może rzeczywiście?).

Należy pamiętać, iż fetyszysta z reguły nie narusza dóbr osobistych swojego partnera, choć może prosić go o włożenie danej rzeczy w czasie stosunku płciowego. (…) Co ciekawe, osoba, cierpiąca na tego rodzaju zaburzenie seksualne, gotowa jest posunąć się do kradzieży, włamania czy użycia przemocy fizycznej wobec innej osoby w celu zdobycia przedmiotu pożądania.

Fragmenty oddziela jeden krótki akapit. Kolejny raz mam wrażenie, że autorka nie czytała tego, co napisała. Oraz że redaktor spał.

Ważne jest rozróżnienie między rysami fetyszystycznymi mieszczącymi się w granicach normy a takimi, które wchodzą w zakres odchyleń seksualnych, gdy fetyszem staje się część ciała człowieka. Gdy np. włosy są nieodzowne do wzbudzenia zainteresowania seksualnego, lecz pozostają fragmentami osoby, z którą tworzy się układ partnerski, wchodzi to w zakres normy.

Cytuję nie tylko po to, żeby pokazać, iż w książce zdarzają się i sensowne fragmenty, ale także, by uwypuklić, że seksuologia do pewnego stopnia dostrzega stopniowanie preferencji i przechodzenie od norm/normatywności, poprzez kinky, aż po problemy. Tylko nie umie z tego wyciągnąć wniosków.

Ekshibicjoniści są klimatyczni

Co ciekawe, zaburzenie to jest uzależnione od stanu pogody. Częściej ekshibicjoniści obnażają się wiosną i latem, niż jesienią lub zimą.

Zdumiewające! Proponuję badanie, które ujawniłoby przyczynę tej niezwykłej zależności.

We fragmencie o ekshibicjonizmie autorka omawia ekshibicjonizm psychiczny (zrzucanie na innych swoich problemów), ale właściwie nie omawia innych zachowań ekshibicjonistycznych niż obnażanie się na ulicy. W rzeczywistości dużo osób mających potrzeby ekshibicjonistyczne realizuje je tak, aby nie przekraczać niczyich granic: nagrywając i publikując amatorskie filmy, uczestnicząc w sex parties,  prowadząc bloga 18+, etc. Ekshibicjonistyczne jest też chodzenie nago po domu, seks w miejscu publicznym… Smutny pan w płaszczu to uproszczenie.

Cóż, większość zachowań, które są kinky, opisuje się powszechnie tylko w najbardziej skrajnej wersji. A potem ludzie dziwią się, że nie mogą odczarować słowa parafilia… (Ktoś zna DOBRY odpowiednik, pliiis?)

Niezwykłe zaburzenie popędu płciowego

hermafrodytyzm

Do pozostałych zaburzeń popędu płciowego, poza wyżej opisanymi, zaliczamy: (…) Hermafrodytyzm (dwupłciowość, obojnactwo) – zaburzenie to wynika z pewnych biologicznych cech danej osoby (posiada ona zarówno męskie jak i żeńskie narządy płciowe).

Zakładam, że komentarz nie jest potrzebny?

Wszyscy jesteśmy zboczeńcami!

Na zakończenie autorka przytacza m.in.:

Agreksofilię osoba chora, podnieca się, gdy podsłuchuje przebieg aktu seksualnego między innymi osobami. Doznaje satysfakcji seksualnej, gdy słyszy cudze pojękiwania, okrzyki itp. Ze względu na trudność badawcza ( gdyż agreksofilikiem można nazwać, prawie, każdego sąsiada), nie zna jest liczba osób cierpiących na tą przypadłość.

Zastanawiam się, czy agreksofilikiem (kocham te nazwy) można nazwać, prawie, każdego sąsiada, ponieważ, prawie, każdego sąsiada podnieca podsłuchiwanie aktu seksualnego innych osób z tego samego budynku, czy dlatego, że, prawie, każdy sąsiad ma czasem okazję usłyszeć czyjeś pojękiwania, okrzyki itp. Dodatkowo proponuję zwrócić uwagę na osobę chorą – kochamy patologizację.

Akrotomofilię pociąg płciowy do osób o innym kolorze skóry.

Jesteś biały i podobają Ci się osoby czarnoskóre? Masz zaburzenie popędu seksualnego!

Takich -filii jest w seksuologii mnóstwo. Istnieje nawet książka, która omawia niemal wyłącznie różne dziwne -filie. Przykre, że literatura nadal je powiela. Seks byłby dużo radośniejszy, gdyby nie istniała szufladka dla prawie każdego zachowania.

Przebieractwo – jedna z odmian transwestytyzmu. Polega ona na ubieraniu garderoby nieadekwatnej do wieku danej osoby. Np. dorosła kobieta przebiera się w ubrania dziewczynki czy nastolatki. Wśród tej odmienności seksualnej znajdują się również osoby, przebierające się w wojskowe czy policyjne mundury oraz ubrania robocze innych grup zawodowych.

Mnie się zawsze wydawało, że nierozłącznym elementem transwestytyzmu jest przebieranie się za osobę innej płci. O dziwo, kilka stron dalej autorka to potwierdza.

Phallophilię – zboczenie związane z dużym rozmiarem penisa.

Lubisz duże penisy? Zboczeńcu!

Transwestytyzm jako specyficzne zaburzenie życia seksualnego

transpride

W tym rozdziale autorka omawia transwestytyzm fetyszystyczny i o typie podwójnej roli, a także transseksualizm. Jest to najlepszy rozdział z książki, co nie oznacza, że jest dobry.

Transwestytyzm – wprowadzenie

Obecnie liczbę transwestytów szacuje się na około 1% całej populacji płci męskiej, gdyż, jak dotąd, nie przeprowadzono prawie żadnych badań na temat występowania tego zaburzenia u kobiet.

Badania na kobietach zmieniłyby oszacowania dotyczące populacji płci męskiej, czy redaktor nadal spał?

W transwestytyzmie aseksualnym powodem zachowań jest osiągnięcie spełnienia emocjonalnego, psychicznego. W tym przypadku odgrywanie roli płci przeciwnej pozwala odnaleźć się wewnętrznie, osiągnąć wewnętrzny spokój. Tego rodzaju zaburzenia nie są związane z popędem seksualnym.

Wzbudzenie emocji, związane jest z transwestytyzmem o typie podwójnej roli, gdzie przebieranie się w damską odzież pozwala na osiągniecie przyjemności z chwilowego odczuwania przynależności do płci przeciwnej. Przebieraniu się nie towarzyszy podniecenie seksualne.

Zagadka: czym różni się transwestytyzm aseksualny od transwestytyzmu o typie podwójnej roli? A jeśli niczym – jak się niedługo okaże – to czemu powyższy tekst nie jest jednym akapitem?

Sekualne czy nieseksualne…?

Proponuję zapamiętać, że w ostatnim cytacie pada: „tego rodzaju zaburzenia nie są związane z popędem seksualnym”.

Czynność ta [przebieranie się za osobę płci przeciwnej / crossdressing – przyp. mój] kilka, a nawet kilkanaście przyczyn, do których zaliczono:

  • Wygodę stroju,
  • Łamanie społecznych norm i zasad;
  • Wyrażenie własnego „ja”, swojej natury;
  • Chęć pokazania się, aktorstwa, dla komizmu;
  • Chęć zakwalifikowania się do określonej grupy społecznej.

W przeciwieństwie do transwestytyzmu crossdressing jest praktykowany przez przedstawicieli obu płci, przy czym zaburzenie to jest bardziej widoczne u mężczyzn, ze względu na znaczne łamanie obyczajowych norm i zasad. Kobieta ubrana w garnitur i mająca zawiązany krawat już nikogo nie dziwi, zaś mężczyzna w sukience nadal wielu z nas szokuje.

Jeżeli kobiecie jest wygodniej w garniturze, drag queen parodiuje kobietę, a mężczyzna ze starożytnej Grecji odgrywał postać Antygony na scenie (autorka przywołuje Grecję w następnym akapicie), możemy mówić o zaburzeniu. Dobrze wiedzieć. (Nie, żebym nigdy wcześniej nie zetknął się z takim przekonaniem…)

Zgodnie z najnowszymi badaniami i opiniami wielu sław z dziedziny seksuologii, transwestytyzm ma podłoże seksualne.

Światowa Organizacja Zdrowia WHO (ang. World Health Organization) potwierdza tę opinię, zwłaszcza w kontekście transwestytyzmu o podwójnej roli.

Ciekawi mnie geneza transwestytyzmu/ów zdaniem autorki, skoro nie jest związany z popędem seksualnym, ale ma podłoże seksualne… Źródeł brak.

Transgenderyści też są zboczeni!

Transgenderyzm, czyli zespół identyfikacji i roli płciowej. Identyfikacja ta nie jest związana z seksualnością osoby transgenderycznej. Zaburzenie to traktowane jest jako element pośredni, pomiędzy transseksualizmem i transwestytyzmem. Cechą charakterystyczną dla tej odmiany zboczenia popędu płciowego jest niezadowolenie z posiadanej płci i psychiczna identyfikacja z przedstawicielami/kami płci przeciwnej.

Jeżeli identyfikacja nie jest związana z seksualnością, to czemu autorka pisze o odmianie zboczenia popędu płciowego…? Sugerowałbym ponadto zajrzeć do ICD-10, bo zaburzenia tożsamości płciowej (patologizujemy…) są inną kategorią niż zaburzenia preferencji seksualnych (przest. zboczenia popędu płciowego). W definicji brakuje jednego słowa, ale to już detal.

Normalne = heteronormatywne!

W związku z tym transwestyci mogą być normalnymi, heteroseksualnymi mężczyznami, zakładającymi rodziny, mającymi dzieci itp. Należy pamiętać, iż zaburzenie to nie idzie w parze z homoseksualizmem.

homofobiaHeteronorma kontratakuje. Zdumiewa mnie czasem, jak bardzo – wciąż i wciąż – czyjąś „normalność” określa się przez odniesienie do heteronormy i jak bardzo ludzie są tego nieświadomi.

W fetyszyzmie transwestycyjnym chodzi o osiąganie podniecenia i przyjemności seksualnej poprzez ubranie się w odzież typową dla przedstawiciela płci przeciwnej. Absolutnie nie świadczy to o zaburzeniach świadomości płci jak i własnej seksualności. Należy pamiętać, że ogromna liczba transwestytów to mężczyźni heteroseksualni, świetni ojcowie i dobrzy mężowie. Mogą oni mieć naprawdę udane życie pod warunkiem, że u ich boku stoi wyrozumiała i tolerancyjna kobieta.

Dobre intencje to nie wszystko… Heteronorma w jeszcze skrajniejszym wydaniu. Argumentacja ma poważną wadę: nawet sporo kobiet TS gra role świetnych ojców i dobrych mężczyzn, a cóż dopiero transwestyci fetyszystyczni. Ponadto autorka zwyczajnie się powtarza!

Rozwiewamy (?) mity o transwestytach…

W masowej i lokalnej społeczności nadal funkcjonuje kilka a nawet kilkanaście mitów na temat tego zaburzenia powodujących, iż transwestyci budzą w nas lęk a nawet odrazę. Wielu z nas sądzi, iż transwestytyzm ma podłoże seksualne a jego najważniejszym celem jest osiągnięcie satysfakcji seksualnej. Stwierdzenie to jest błędne, gdyż transwestytyzm jest chorobą w wielu przypadkach niezwiązaną z ludzką seksualnością.

Pamiętacie jeszcze poprzednie stwierdzenia autorki na ten temat? Albo tytuł książki?

Od tej pory autorka będzie – niezbyt umiejętnie – opisywać uprzedzenia i dyskryminację osób transpłciowych. Do zagadnienia podeszła całkiem nieźle, jeśli chodzi o zakres tematu – wyczerpuje go, przedstawiając wiele różnych sytuacji. Natomiast wykonanie utrzymane jest w klimacie całej publikacji, czyli będę się czepiał dalej. Dobre chęci to nie wszytko…

Kolejnym mitem na temat tego zaburzenia jest uznanie go za zboczenie, a więc coś złego. Jednak, zgodnie z wytycznymi WHO, transwestytyzm to zaburzenie identyfikacji płciowej a nie parafilia.

Autorka pisała wcześniej, że transgenderyzm jest zboczeniem popędu płciowego, postrzegając go jako etap przejściowy pomiędzy transwestytyzmem a transseksualizmem. Jak bardzo można przeczyć sobie samej w jednej krótkiej publikacji?

Chciałbym też podkreślić, że przed momentem autorka określiła transwestytyzm jako chorobę, a teraz próbuje przeforsować tezę, że nie jest to nic złego. Nie tędy droga, obawiam się.

W Polsce, nadal, crossdresserzy leczeni są niepotrzebnie farmakologicznie i traktowani jako osoby chore psychicznie.

Więc może transwestytyzm jest chorobą fizyczną?

Homofobia to już przeszłość

Podobnie jak mężczyźni kobiety o skłonnościach transwestytycznych mogą zakładać szczęśliwe rodziny i prowadzić tzw. „normalne życie”. W związku z tym transwestyci to nie tylko osoby homoseksualne, ale też heteroseksualne.

Niedawno przeczytaliśmy, że transwestytyzm nie jest powiązany z homoseksualizmem… „W związku z tym” jako łącznik pomiędzy pierwszym a drugim zdaniem w cudowny sposób uwypukla negatywne przekonania autorki o homoseksualności, ale kolejny akapit brzmi:

Jak już wcześniej wspomniano, do niedawna w polskim społeczeństwie szerzyła się nietolerancja i homofobia. Były to wręcz cechy charakterystyczne naszego społeczeństwa.

„Ja nie czuję, jak stygmatyzuję”… Już nie mówiąc o do niedawna. A myślałem, że to ja jestem optymistą!

Transfobia wciąż na topie

Niestety w Polsce transwestyci postrzegani są poprzez pryzmat fetyszyzmu transwestytycznego, a zatem jedynie w kontekście aspektu seksualnego, zapominając o aseksualnym charakterze tego zaburzenia.

transfobia

Sugerowałbym dookreślenie swoich poglądów (i lepszy wybór tytułu publikacji albo jej zakresu).

Przy okazji widzimy bronienie transwestytyzmu o typie podwójnej roli poprzez stygmatyzowanie fetyszyzmu – bardzo, bardzo powszechne zjawisko.

Dyskryminacja czy nietolerancja może przyjmować formę molestowania fizycznego jak i psychicznego, brutalnej napaści a nawet prowadzić do morderstwa osoby transseksualnej. Osoby te, nierzadko, nie są traktowane na równi z osobami heteroseksualnymi.

Ponieważ transwestyta jest jednym z przedstawicieli społeczności transseksualnej, on także narażony jest na różne formy i przejawy transfobii, głównie w swoim najbliższym otoczeniu.

Tak właśnie wygląda cały rozdział. Autorka wyraźnie ma dobre chęci, sympatyzuje z osobami trans, zna sytuację, zwraca uwagę na nierówność społeczną, ale ma problemy z używaniem właściwych słów.

Przykładem negatywnego podejścia lokalnego społeczeństwa do transwestytów, jest np. umieszczanie transseksualistek w schroniskach dla bezdomnych na męskich oddziałach (śpią i kąpią się razem z mężczyznami).

Tu i aż do końca rozdziału osoby transwestytyczne i transseksualne będą występowały na zmianę. Autorka intensywnie wprowadza w błąd czytelników, równocześnie trafnie opisując poszczególne trudności. Problemu dałoby się uniknąć, używając słowa „transpłciowe”.

Kobiety transwestytki

Kobiecy transwestyta nie jest niczym dziwnym, a więc panie są narażone głównie na niewybredne komentarze czy zawistne spojrzenia, głównie ze stron osób starszych i młodzieży.

Ich otoczenie często nie rozumie, dlaczego osoba ta nie chce eksponować swojej kobiecości, ubiera się po męsku, nie podkreśla swojej urody poprzez, chociażby, codzienny makijaż. Uważa się, iż taka kobieta nie dba o siebie i nie chce się podobać przedstawicielom płci przeciwnej.

Często ona sama nie zdaje sobie sprawy, że jest transwestytą.

Plus za poświęcenie uwagi kobietom. Minus za resztę.

I na deser…

Tego rodzaju zachowania [niewybrednych komentarzy i agresji] doświadczają, głównie, draq Quinn – które wychodzą przebrane za kobietę na scenę, a nie rzadko na ulicę.

Draq Quinn…? Kto zacz?

Cele i przedmiot badania

W tym rozdziale (najkrótszym ze wszystkich) autorka przybliża metodologię badań społecznych. Jest ambitna i pisze o prognozowaniu rzeczywistości, o wyborze metod dających możliwie najwierniejszy obraz zjawiska. Następnie wybiera metodę studium przypadku i omawia ją dokładniej.

Później charakteryzuje „wybrany przypadek”, czyli Karola. Przedstawia tu dość typową historię związku mężczyzny TV, który wiąże się z kobietą po jakimś czasie odkrywającą jego sekret – przechodzą kryzys, chodzą do specjalistów, a później zaczyna im się ponownie układać i żona akceptuje transwestytyzm męża.

Problem w tym, że to jest jedna, dość powierzchowna historia, której autorka w żaden sposób nie interpretuje.

Ku refleksji przytaczam jeden akapit – o wizytach u specjalistów (psychiatrów i psychologów):

Karol został poddany testom psychologicznym. Stwierdzono u niego poziom intelektu wyższy niż przeciętny, osobowość dojrzała, badania rutynowe były w normie, stan neurologiczny i internistyczny prawidłowy. Karol był również u seksuologa a ten lakonicznie stwierdził, że w jego przypadku tak już będzie.

Zakończenie

Cytuję w całości:

Transwestytyzm to jedno z najbardziej znanych, ale niezrozumiałych przez społeczeństwo, zaburzeń życia seksualnego. Transwestyci są normalnymi członkami społeczności, żyją i funkcjonują tak jak „normalne” osoby.

Wielu z nich zakłada rodziny, jednakże tylko nielicznym udaje się utrzymać poprawne relacje partnerskie.

Partnerzy czy też partnerki transwestytów nie są w stanie zaakceptować ich odmienności. Sądzą, że uda im się ich zmienić, że to chwilowe.

Mam nadzieję, że ta książka przybliży czytelnikom zjawisko transwestytyzmu i osób dotkniętych tym zaburzeniem.

Moim zamiarem było przedstawienie transwestytów głównie płci męskiej, pokazanie, iż ludzie ci nikomu nie szkodzą.

Pozostaje tylko wykazać się tolerancją i pozwolić tym ludziom funkcjonować w swoich środowiskach.

Zboczonym, zaburzonym, chorym, zestawionym w książce z wyjątkowo patologizującym omówieniem wielu różnych, khm, parafilii i dysfunkcji?

To się nazywa zaskakujący finał!

Bibliografia

Książkę kończy niechlujnie sporządzona bibliografia, zawierająca głównie kanon dzieł seksuologicznych (m.in. Lew-Starowicz, Masters i Johnson, Imieliński, Beisert, Imieliński, Kratochvil) oraz trochę pozycji z zakresu psychopatologii. Całkiem niezła kolekcja, pomijając niedobór nowoczesnych pozycji, ale co z tego…

Najsmutniejsze, że to mogłoby być – miało być! – coś dobrego. Niestety, polska seksuologia mainstreamu wygląda jak powyżej, a ze złej mąki nie upiecze się chleba.  (Bez)krytyczne podejście autorki i (nie)przytomność redaktora też nie pomogły…

Źródło cytatów: Kubik A. (2011), Specyficzne zaburzenia życia seksualnego, Warszawa: Wydawnictwo First Book. Redakcja i korekta: Grzegorz Marciniak.

Autorka jest pedagogiem o specjalności resocjalizacja i profilaktyka społeczna oraz edukacja dla bezpieczeństwa i zarządzanie kryzysowe, a także surdopedagogiem. Pracuje w Domu Dziecka w Krakowie.

Źródło wiedzy o autorce:  Transwestytyzm jako specyficzne zaburzenie życia seksualnego na psychologia.net.pl. (W ciągu dwóch dni po publikacji mojego tekstu linkowany wyżej artykuł został skasowany). 

Post By Marcin Rzeczkowski (28 Posts)

Absolwent psychologii w trakcie pisania bloga pracy magisterskiej. Wyoutowany transmężczyzna bez dysforii płciowej. Zwolennik rozwoju osobistego i znajdowania sposobów przezwyciężania swoich ograniczeń. Urodziny obchodzi w Dniu Pamięci Osób Transpłciowych (czytaj: Skorpion), więc tym bardziej aktywnie sprzeciwia się transseksualnej martyrologii, która zamienia osoby trans w łatwe ofiary. Wierzący niechrześcijanin z rodziny zasłużonej w walkach o niepodległość. Nonkonformista. Lubi koty.

Website: → Trans-Optymista

Connect

Ludzie trafili tu dzieki:

  • portal społecznościowy crossdresser transwestyci
  • uprawiam`pising`czy`to`iest`zdrowe

12 komentarzy do “„Wszyscy jesteście zboczeńcami”, czyli jak NIE pisać o seksualności

  1. #Draq Quinn

    To chyba drag queen przebierający się za Doktor Quinn. Czy jakoś tak.

    Co do reszty, zacytuję znajomego – „łeb mnie boli od facepalmów, gdyż zabrakło mi rąk i walę łbem w stół”.
    Ale czego się spodziewać. BDSM zajmują się tylko obrzydliwi zboczeńcy i prędzej czy później skończy się to morderstwem, geje dobierają się do heteroseksualnych facetów, a lesbijki deprawują porządne kobiety. Porządna kobieta nie interesuje się seksem, ale jest chętna w każdej chwili, przy czym tylko jeśli ma stałego partnera, najlepiej męża. Poza tym nie wypada wypowiadać się o seksie, chyba że każde wyjście poza normę pod kołdrą w małżeńskiej (koniecznie) sypialni nazwiemy zboczeniem, a całość okrasimy rechoczącym śmiechem.

  2. Poniekąd. Połączyła aseksualność z „przez depresję/leki/coś jeszcze w ogóle nie mam ochoty na seks”. Najwyraźniej aseksualność okazała się za nowoczesna.

    Tabela:

    Zaburzenia popędu. Niewielkie zainteresowanie tą sferą
    ludzkiego życia, nikły popęd płciowy. Nierzadko całkowity brak zainteresowania seksem.

    Komentarz:

    Zaburzenia pożądania seksualnego, dotyczą kobiet jak i mężczyzn.
    Zgodnie z powyższą tabelą jest to wykazywanie znikomego zainteresowania kontaktami seksualnymi z drugą osobą. Osoby cierpiące na tą dolegliwość bardzo często poddają się leczeniu, zgodnie z wolą swojego partnera czy partnerki.
    W grupie osób dotkniętych tym zaburzeniem zdarzają się tacy, którzy odczuwają awersję do jakiegokolwiek stosunku intymnego i całkowicie stronią od małżeńskiej sypialni. Ludzie ci starają się za wszelką cenę unikać kontaktów seksualnych ze swoimi partnerami.
    Przyczyn ich zachowania może być bardzo wiele, począwszy od zaburzeń psychicznych, a na ciężkiej depresji kończąc. Zaburzenia pożądania seksualnego są najczęstszą dysfunkcją, jaka dotyka kobiety.

  3. Dzięki za ten wpis, uśmiałem się szczerze :D
    No ok, ale teraz poważnie – to jest naprawdę straszne… wstrzemięźliwość seksualna, SAMOGWAŁT, Jezu :D tak sobie myślę, że czytanie tej książki to jakiś samogwałt umysłowy XD
    A co do nazw, hmm, parafilii, to wiesz, gdyby zamiast „choroby” nazwać to po prostu „upodobania” to moim zdaniem w porządku, że na wszystko są nazwy.

    „Draq Quinn…? Kto zacz?” – buhahaha, „Dr Quinn” ja tylko znam :D

    A myślałeś żeby może skontaktować się z tą autorką i wykazać jej błędy? Ja bym tak zrobił, bo zawsze to jakaś szansa, że je przynajmniej pozna.

  4. Tylko te nazwy zamieniają upodobania w coś, co od razu kojarzy się z chorobą…
    Dla mnie jest duża różnica między „X lubi age play” a „X jest autopedofilem” lub „X lubi SM, szczególnie podniecają go łzy partnera” a „X jest sadystą i ma dakryfilię”. Albo – z naszego podwórka – „X pociągają transi K/M” a „X ma andromimetofilię” lub „X jest andromimetofilem”.
    Od razu widzę takiego mędrca ze szkiełkiem i okiem, który wybrał się do lasu i zamiast cieszyć się przyrodą, woła „O, tutaj rośnie Pinus sylvestris! A obok Sorbus aucuparia!”.
    W dodatku takie nazwy przepięknie wszystko stygmatyzują. Bo jedni uważają, że o -filiach można mówić, gdy kogoś podnieca tylko to, ale inni szafują tymi nazwami zawsze, gdy mowa o czymś dziwnym. I o ile mammafilia jest używana z dystansem (mamma = piersi), o tyle urofilię czy koprofilię jakoś ciężej obronić, podczas gdy pissing i scat są już właśnie nazwami upodobań.

    Z autorką się nie kontaktowałem, natomiast skontaktował się ze mną ktoś, kto przedstawił się jako jej znajomy, zapewniał, że znana mu Angelika Kubik nigdy nic nie opublikowała i pytał, skąd wiem, gdzie pracuje, ponieważ nie ma tej informacji w e-booku, a jego znajoma jest teraz kojarzona z tą publikacją i jest to dla niej krzywdzące. I że może to zbieżność nazwisk?
    Odpisałem mu skąd wiem, ale podał zły adres i dostałem odbicie. W ramach odpowiedzi zawiesiłem zatem ogłoszenie (nie odpowiedział), podlinkowałem artykuł o transwestytyzmie – źródło wiedzy zawierające zdjęcie autorki oraz, przy okazji, fragment książki – oraz zapisałem kopię strony z artykułem na dysku.
    Ponieważ linkowany przeze mnie artykuł został skasowany, domniemam że nie chodziło o zbieżność nazwisk.

    Morał: lepiej nie publikować bzdur w sieci.

  5. Miałam pisac pracę na zajęcia, ale że od tego wszystko jest ciekawsze to siedzę tutaj i czytam te wypociny pani pedagog… Makabra. Myślałam, że takie rzeczy juz nie powstają i że to raczej domena ubiegłych wieków.
    „Samogwałt”? Seriously? :D

    „Lubisz duże penisy? Zboczeńcu!”
    Haha! :D

    Swoją drogą wpadł mi dzisiaj rano w ręce podręcznik „Przygotowanie do życia w rodzinie” z (bodajże) 1984 roku. Ku mojemu zaskoczeniu był znacznie bardziej „normalny” niż niektóre publikacje wydawane dzisiaj. Jak to się dzieje? o_o

  6. Chciałam napisać w sumie coś mądrzejszego, ale głupota tej publikacji jest chyba zaraźliwa.

    Ciężko było mi stwierdzić, czy to czas żeby się śmiać, czy może żeby płakać XD. Tyle błędów. A samogwałt to jak „wisienka” na torcie.

  7. Hm, a mnie się „samogwałt” dość podoba. Po pierwsze jest po polsku, a przeciwieństwie do „masturbacji” (brzmi jak proces, końcówka -”acja” oraz do „onanizmu” (to dopiero jest przegięcie, pochodzi od Onana i ma stygmatyzujący wydźwięk jak dla mnie).

    „samo-” – to nie wymaga komentarza.
    Natomiast wyraz „gwałt” ma częściowo niesłusznie złą famę. Nie mylić z przestępstwem „zgwałceniem”, na to są paragrafy. Samo słowo „gwałt” nie wydaje mi się aż tak bardzo negatywne.

    Ze słownika PWN:

    gwałtem
    1. «koniecznie i natychmiast»
    2. «siłą, przemocą»

    gwałtowny
    1. «o człowieku i jego usposobieniu: impulsywny»
    2. «mający znaczne natężenie»

    Tyle o słowie, zaś o samym samogwałcie. „Siłą, przemocą, koniecznie i natychmiast” – czy to w zasadzie nie jest trafne? Głęboki seks (w tym seks ze sobą) musi mieć znaczne natężenie, bo jeśli nie ma, to pozostaje samopieszczotą i grą wstępną.

  8. W myśl Twojej logiki każdy ostry stosunek seksualny należałoby nazywać gwałtem – rozróżniając go od zgwałcenia; w praktyce w kontekście seksualnym to synonimy – a każdy seks, który można określić słowem „kochać się z kimś” to zaledwie gra wstępna. Tymczasem spora część ludzkości nie przepada za seksem „siłą, przemocą, koniecznie i natychmiast”…

    Nie kupuję tej argumentacji.

    Poza tym chciałbym przypomnieć, że wyrażenie „samogwałt” również pochodzi z czasów, gdy masturbacja była złem i rosły od niej włosy na rękach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge